Kwintesencja

Gospodarka bez mitów, ekonomia od podstaw

By

Rechot deregulacji

Komentatorzy ekonomiczni obwiniają nieostrożnie pożyczające rządy za kryzys finansowy w Europie i w USA, ale mało kto zauważa, że główną jego przyczyną jest deregulacja sektora finansowego zapoczątkowana w 1980 roku. Doprowadziła ona do tego, że gigantyczne masy pieniądza wykazują dynamikę, której nikt nie rozumie, a polityka monetarna nie panuje nad tym.

Rozpoczęła się właśnie kolejna fala kryzysu finansowego w znacznej części tzw. państw rozwiniętych. Od poprzedniej fali mieliśmy prawie trzy lata na zrozumienie i opanowanie niebezpieczeństwa, lecz okazało się, że to za mało czasu. Ta klęska ekonomii jako nauki upewnia mnie, że potrzebny jej jest nowy paradygmat, oparty na innych niż dotychczas koncepcjach podstawowych. Historia rozwoju innych nauk podpowiada, że przede wszystkim należy przejść od pojęcia równowagi jako zasady statyczności systemu, do pojęcia stabilności, które odnosi się do strumieni wartości.

Nowa ekonomia już nie będzie łatwa, nie wystarczy bowiem zaczynać analizy od równania opisującego równowagę dwóch „potencjałów” ekonomicznych. Zanim jednak odważymy się na napisanie nowych równań, dynamicznych, musimy nauczyć się dostrzegać owe strumienie wartości, opisywać je i badać. W swoich poprzednich opracowaniach („Ile komu”, „Niekompletna polityka gospodarcza”) podjąłem tę mrówczą pracę i zamierzam ją kontynuować. W niniejszym tekście przedstawiam wyniki wstępnego rozeznania w ewolucji światowych rynków finansowych.

Wielka reforma po omacku

Dzięki tzw. ustawie Glass-Steagall Act, uchwalonej po Wielkiej Recesji, w 1933 roku, Stany Zjednoczone Ameryki, a wraz z nimi Europa, przeżyły prawie pięćdziesiąt lat bez kryzysu finansowego. Jedno z ograniczeń narzuconych tą ustawą sektorowi bankowemu, mianowicie maksymalne oprocentowanie okazało się prawdopodobną przyczyną recesji, która dotknęła sektor na przełomie 1979 i 1980 roku. W debacie nad środkami poprawy górę wzięły nawoływania do deregulacji sektora bankowego i znalazły wyraz w ustawie „Depository Institutions Deregulation and Monetary Control Act” albo w skrócie „Monetary Control Act”, z marca 1980 r.

Ustawa usuwała szereg ograniczeń, zwłaszcza większości tych narzuconych w 1933 r. Osłabiono kontrolę ze strony Federal Reserve Board of Governors i usunięto zakaz łączenia banków, co w praktyce oznaczało zezwolenie na powrót do łączenia bankowości komercyjnej z inwestycyjną. Zniesiono regulację oprocentowania maksymalnego, a dla polepszenia płynności rynków finansowych i elastyczności inwestycyjnej (mierzonej agregatem M1, tzn. ilością pieniądza najbardziej płynnego), rozciągnięto na wszystkie kontrolowane instytucje tego rynku prawo do prowadzenia oprocentowanych depozytów na żądanie i podobnych instrumentów.

Odtąd regulator prowadzący politykę monetarną dysponował jedynie kilkoma znanymi do dzisiaj instrumentami sterowania podażą pieniądza. Mógł mianowicie sterować tzw. bazą monetarną (M0, silny pieniądz, pieniądz w wąskim znaczeniu,…), stopą rezerw obowiązkowych, stopami dyskontowymi (stopa redyskonta, stopa lombardowa) oraz podstawową stopą procentową.

W obu regionach: w USA i w Europie Zachodniej przyjęto jednocześnie defensywną politykę monetarną. Wspomniane instrumenty regulacji stosuje się do ograniczania podaży pieniądza w dążeniu do utrzymania w ryzach inflacji i uniknięcia „przegrzania” gospodarki.

Dorobek sektora korzystającego z większej wolności jest zaiste miażdżący i powszechnie znany, więc nie muszę wyliczać tych wszystkich baniek spekulacyjnych, skandali oraz meandrów najnowszego kryzysu. Ale co z przyczynami?

Najprostsze odpowiedzi krążą w zbyt wielkiej odległości od sedna. Oto banki i inne instytucje finansowe skorzystały z zezwolenia na lichwę, zadłużyły rządy państw rozwiniętych poddając je dyktatowi świata korporacji, a koszty obsługi długu służą im za maszynkę do wysysania wzrostu PKB. No dobrze, ale dlaczego i one upadają z braku pieniędzy?

Spodobała mi się sarkastyczna opinia, że wielkie potęgi finansowe Wschodu nie spieszyły się z deregulacją i tam nie ma kryzysu finansowego. Rzeczywiście, ani Chiny, ani Japonia, a nawet Indie do tej pory nie zliberalizowały całkowicie sektora finansowego na modłę USA i Europy. Więc trochę w tym prawdy, chociaż nie znaczy to, że te potęgi nie cierpią na inne dolegliwości gospodarcze, każda w inny sposób i w innym kontekście społecznym i kulturowym. Kontekst jest ogromnie ważny, gdyż na przykład Japonia posiada największe w świecie zasoby pieniądza, ale ok. 1/3 tych zasobów nie wykorzystuje. Co więcej, te zasoby nie przekładają się na popyt, który rozpędzałby gospodarkę, gdyż japońscy konsumenci nie chcą robić więcej i więcej zakupów. Wolą oszczędzać, z przyczyn tkwiących głęboko w ich tradycji. To tylko jeden z przykładów pokazujących, że inżynieria monetaryzmu nie jest uniwersalnie skutecznym narzędziem polityki monetarnej.

Mamy więc trzy elementy układanki: instrumenty sterowania podażą pieniądza, politykę monetarną i kontekst społeczny i kulturowy. Spojrzenie na dwa pierwsze elementy ujawnia dwie prawdy przerażające. Pierwsza, że te instrumenty są skuteczne jedynie wtedy, gdy przepływy wartości są względnie stabilne. Toteż np. finansiści nie są w stanie skutecznie wygaszać wybuchów niestabilności nękających giełdy światowe w okresach zawirowań, gdy gigantyczne pieniądze finansują to jedne rodzaje aktywów to inne dosłownie z dnia na dzień. Podobnie ze sterowaniem poziomem inflacji – udaje się to w warunkach umiarkowanego tempa wzrostu cen, ale wzbudzanie lub wygaszanie oczekiwań inflacyjnych wzmacnia nieracjonalne oczekiwania rynku dalszego ruchu w zapoczątkowanym kierunku, co grozi eksplozją zawirowań. Krótko mówiąc – instrumenty sterowania podażą pieniądza są przystosowane do ekonomii równowagi, lecz w dużym stopniu bezsilne w zastosowaniu do realnych sytuacji, gdy przepływ pieniądza staje się niestabilny.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa polityki monetarnej. W tym obszarze panują bądź prywatne teorie zależności ekonomicznych bądź po prostu gra w ciemno. I oto na przykład strefa Euro boryka się z dylematem, czy w odpowiedzi na kryzys finansowy zaciskać pasa kosztem obniżenia popytu i idącej za tym recesji gospodarczej, czy przeciwnie – stymulować wzrost gospodarki pompując do niej pieniądze. W dodatku wydaje się przeważać pogląd, że to sektor finansowy powinien być pompowany, bo przecież płynność banków jest ważna, a nie rynek konsumencki, chociaż bariera popytu właśnie na nim występuje i grozi kolejnym spadkiem europejskiego PKB. Ten ostatni dylemat to w istocie niemożność podjęcia decyzji, czy walkę z kryzysem należy prowadzić przy pomocy polityki monetarnej, czy fiskalnej.

Innym zdumiewającym przykładem są Indie. Niedawno podjęto tam decyzję o obniżeniu stopy rezerw obowiązkowych, co oznacza zwiększenie podaży pieniądza. W kraju, w którym inflacja sięga dziś 10%! Jeszcze innym przykładem jest paraliż japońskiej polityki fiskalnej. Już nie chodzi nawet o to, że wzbudzenie oczekiwań inflacyjnych zagroziłoby bankructwem banku centralnego, w którym rząd ma gigantyczne zadłużenie, bo w ostateczności bank może się obronić poprzez upłynnienie obligacji rządowych. Przyczyną znacznie większego strachu jest niewiadoma reakcja rynku, który mógłby zareagować katastrofalnym zakłóceniem, skoro jest tam ogromna masa pieniądza niewykorzystanego.

Te wszystkie przykłady pokazują, że dynamika przepływów pieniądza jest wielką niewiadomą. Zwłaszcza w kryzysie, gdy nie wiadomo, skąd i dokąd przepłynie za chwilę.

Drążenie danych

Na ekranie mojego komputera pojawia się jeszcze jeden element układanki – dane. Szukam danych, które pokazują kondycję finansową państw i regionów wyraźniej, niż wskaźniki zmian dochodu narodowego, zadłużenia czy agregatów finansowych. Na razie trafiłem na jeden, bardzo rzadko omawiany w literaturze, pewnie z racji tego, że częściowo ujmuje „potęgę finansową”, a częściowo odzwierciedla politykę fiskalną, więc na pozór miesza dwie różne kwestie. Jest to wskaźnik całkowitych rezerw pieniężnych.

Całkowite rezerwy świata (notowane w statystyce) rosą podobnie jak kilka innych wskaźników, w tempie eksponencjalnym, to znaczy w przybliżeniu o ten sam współczynnik rok do roku. Jednakże w regionach prowadzących defensywną politykę monetarną, takich jak USA i Strefa Euro, od 1980 roku poziom tych rezerw jest niemal niezmienny, natomiast w regionach prowadzących politykę ofensywną rosną znacznie szybciej, niż średnia światowa. Prym wśród tych ostatnich wiodą Chiny, Indie, Japonia, a także od niedawna Federacja Rosyjska. Chiny i Indie stale ryzykują przegrzanie gospodarki, ale wytrzymują mimo stosunkowo wysokiej inflacji. Japonia to osobny temat, z racji wspomnianego paraliżu decyzyjnego przy stagnacji trwającej od połowy lat 1990-tych. Pewną rolę odgrywają także mniejsze centra finansowe, takie jak Korea i kilka państw Azji Wschodniej i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu.

Obraz jest interesujący i pozwala na stawianie dalszych pytań. A więc państwa zaliczane do najbiedniejszych i zarazem najbardziej zadłużonych powiększają swoje rezerwy w tempie takim samym, jak średnio świat. Z innych relacji wiem, że całkiem nieźle sobie radzą w wydobywaniu się z biedy, ale pytanie – jak one to robią? Podobne pytanie odnośnie Singapuru, który na początku lat 1960-tych startował z poziomu tych najbiedniejszych, ale przez te wszystkie lata zdołał utrzymać niemal idealnie równomierne tempo wzrostu, znacznie szybsze niż średnia światowa. Jak oni to robią?

Zachodzi też ciekawa zależność między rezerwami Chin i Indii. Indie rozpoczęły powolną i ostrożną liberalizację swojego sektora finansowego po kryzysie, który dotknął to państwo w drugiej połowie lat 1980-tych. W tych latach rezerwy całkowite Indii mocno się obniżyły, ale jednocześnie bardzo szybko przyrosły w Chinach. Prawdopodobnie te dwa rynki są w jakiś sposób monetarnie powiązane, gdyż taka odwrotna zależność występuje między nimi od 1980 roku: jeśli w jednym kraju wzrost rezerw przyśpiesza, w drugim kraju spowalnia się. To jest właśnie ten rodzaj danych, który sugeruje iż strumienie pieniędzy przepływają w wielkich ilościach pomiędzy centrami finansowymi.

Rodzące się pytania zapowiadają, że to dopiero początek moich poszukiwań, więc ciąg dalszy na pewno nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *